Latem uczestniczyłam w kursie „Apokalipsa”, orgaznizowanym przez rzeszowską Szkołę Biblijną DABAR na terenie Turcji, z trzydniowym pobytem na wyspie Patmos. Odwiedziliśmy między innymi siedem miast, do których Jan Apostoł przebywając jako zesłaniec, adresował listy, dyktowane przez Chrystusa. Tylko w Smyrnie i Efezie do dziś jest wspólnota chrześcijan; z pozostałych miast z powodu ekspansji islamu i trzęsień ziemi zostały tylko ruiny.
Oprócz archeologii mogliśmy poznać realia, w jakich żyją obecnie katolicy w Turcji. Konferencja Episkopatu liczy zaledwie ośmiu hierarchów. Kościół w muzułmańskim kraju nie ma osobowości prawnej, a więc jest traktowany jako nie istniejący. Są wielkie problemy z remontem istniejących kościołów i nie można budować nowych. Chrześcijanie radzą sobie w ten sposób, że kupując dom, przystosowują go do potrzeb kultu. Część pomieszczeń może być wynajmowana dla wiernych innego wyznania. Taką sytuację spotkaliśmy w Kustanasi. Protestanci udostępnili nam do celebracji salę w domu, w którym się gromadzą na modlitwę. Na piętrze był pokój, gdzie przychodzą na Eucharystię katolicy. Frekwencja zwykle przekracza 10 osób. Nasza grupa by się nie zmieściła – samych kapła nów było 13 i jeszcze 2 diakonów, a wszystkich razem 53.
W Smyrnie (obecnie Izmir) udaliśmy się do katedry pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty. Ogrodzenie pamiętało czasy, gdy kościół znajdował się na terenie wojskowym i korzystał z ochrony międzynarodowych sił pokojowych. Dzisiaj nie ma tam żadnego żołnierza, co nie oznacza, że katolikom nic nie grozi pośród islamskiej społeczności. Przed Mszą św. spotkał się z nami miejscowy biskup, franciszkanin – Martin Kmetec. Mówił o swojej rozległej na 100 tysięcy kilometrów kwadratowych. Archidiecezji. W 12 katolickich parafiach posługuje 15 księży, 10 sióstr i 2 seminarzystów. Do niektórych wspólnot trzeba przemierzyć drogę nawet do 600 km. Bycie w Turcji chrześcijaninem i księdzem wymaga gotowości na męczeństwo. Katolicki kapłan został zastrzelony, gdy odprawiał dziękczynienie po Mszy św. Protestanckiego pastora zamordowano ze szczególnym okrucieństwem i to nie są wydarzenia sprzed wieków.


W Izmirze cieszy fakt dobrych relacji pomiędzy kapłanami katolickimi a prawosławnymi. Gdy tym ostatnim spalono kościół, papież poprosił, by któreś ze zgromadzeń zakonnych (a jest ich kilka), udostępniło miejsce dla sprawowania liturgii. Franciszkanie posiadali dwa kościoły i jeden z nich oddali prawosławnym.
Ks. biskup podkreślał, że Kościół w Turcji nie może się pochwalić liczbami, jak w Polsce, ale dla nich istotny jest wymiar znaku: wciąż trwają, wciąż są obecni na terenach, gdzie dwa tysiące lat temu rodziło się chrześcijaństwo niejako z pierwszej ręki, wprost od Apostołów.

Nasz przewodnik dawał budujące świadectwo wiary, przystępując każdego dnia do Komunii św. Zanim zaczął pracować w turystyce, sprzedawał szlachetne kamienie. Potrafił przekonać klientów do zakupu i właściciel sklepu miał spory zarobek. Któregoś dnia szef powiedział: „Maciej, ty nie masz grzechu, ale te kamienie wcale nie są szlachetne”. Zrozumiał, że musi zostawić tę pracę. Wiara w Chrystusa nie pozwala mu świadomie oszukiwać, i kłamać. To była cena, którą przyszło mu zapłacić za wiarę. Chrześcijanie sprzed wieków w Sardes czy Tiatyrze, za przyznanie się do Chrystusa tracili prawa, przywileje, pracę, mieszkanie i społeczne uznanie. W miejsce tego, co p. Maciej utracił, dostał więcej: teraz nie oprowadza wycieczek, tylko pielgrzymki i ma łaskę codziennej Mszy św. Jego protestancka żona wierzy w realną obecność Chrystusa w Eucharystii i pragnie Go przyjmować. Już rozpoczęła przygotowanie do przejścia na katolicyzm.
Któregoś dnia celebrowaliśmy Eucharystię na ruinach Laodycei. Obok, specjalną rampą, wchodzili turyści zwiedzać stanowisko archeologiczne. Widok tylu kapłanów i wiernych, modlących się w pełnym słońcu pośród kamieni, musiał być poruszający. Ludzie przystawiali, filmowali, a jeden pan śpiewał z nami Alleuja! Jak bardzo trzeba Bogu dziękować, że w Polsce mamy swobodny dostęp do Eucharystii, do świątyni, do kapłana, choć i tych zaczyna u nas brakować!
Wielkie wrażenie wywarł na nas grób św. Jana Apostoła. Był tam kompleks sakralny większy niż Jasna Góra! Dziś chodzi się pośród kolumn i resztek murów. Podobnie w bazylice w Efezie, gdzie w r. 431 ogłoszono dogmat o Bożym Macierzyństwie Najświętszej Maryi Panny.
Bóg dopuścił, że tętniące życiem ośrodki chrześcijańskie są dziś obiektami do zwiedzania. Jednak światło wiary, nawet gdy zgaśnie w jednym miejscu, rozbłyska w innych. Wróciłam z tego kursu z odnowionym, pełnym nadziei spojrzeniem na Kościół. Nie zginie, ponieważ jest Chrystusowy! Pan sobie poradzi z tymi, którzy dokonują apostazji i z niewiernymi pasterzami. Przed wiekami też nie brakowało sekt i błędów, a depozyt wiary przetrwał nienaruszony. I będzie nadal trwał, choć może i z naszych wspaniałych sanktuariów też zostaną tylko ruiny.
– Iwona Józefiak OCV








