Dziękuję Bogu, że dał mi zdrowie i siły „pofrunąć” za ocean, że mogłem przybyć na piękną i umęczoną ziemię meksykańską i postrzegać żywą wiarę ludu i pełne kościoły, jak kiedyś u nas, żarliwych ludzi, młodzieży, rodzin z małymi dziećmi wielbiących Boga. Zmobilizowałem jeszcze kilkanaście osób z parafii Rogalinek, w której posługuję i są szczęśliwi, że tam byliśmy. Niesamowitym doświadczeniem jest kult św. Jana Pawła II – prawie w każdym kościele jest Jego wizerunek, a wszystkie rzeczy z Jego pobytów w Meksyku są należycie chronione w muzeach. Podobnie kult Jezusa Miłosiernego. Jako kapłan chodzący pośród ludu w koloratce, byłem wiele razy całowany po rękach… z szacunku do Jezusowego Kapłaństwa. Poznałem tylu wspaniałych ludzi – niesamowitego przewodnika p. Jerzego Antoniego Mrożka i profesjonalnych pracowników biura United Target. Nieoceniona była ich pomoc w niełatwej sytuacji, gdy kapłan Hieronim przez nieważność dokumentu dołączył do nas dwa dni później.









Mogłem na początku i na końcu pielgrzymowania nacieszyć się pobytem u Matki Bożej w Guadalupe, mogłem z radością przewodniczyć pierwszej Mszy św. na meksykańskiej ziemi oraz przy relikwiach św. Jose Sanchez del Rio, męczennika z Sahuayo, znanego z filmu Cristiada. Był mi bliski, a jeszcze bardziej, odkąd wychowanek naszej parafii ks. Adrian umieścił św. Jose na obrazku prymicyjnym. W Sahuayo spotkałem skromnego, młodego uczonego p. Bartka Kaczorowskiego z Łodzi, który tam teraz bada fakty i kręci autentyczny film o św. Jozelito. W trakcie pobytu w Meksyku s. Iwonka dowiedziała się o śmierci swego Tatusia. Świątobliwego p. Czesława poznałem w Rawiczu kilka lat wcześniej. Wiara w świętych obcowanie pozwoliła nam przeżyć w modlitwie czas pielgrzymki i późniejszego pogrzebu, już po powrocie. Kolejne dni w Meksyku to nowe sprawdziany naszej wiary, jak np. zamiana autobusu przez awarię… dzięki Bogu na lepszy. Budowała nas żarliwa modlitwa wiernych w de los Lagos – drugim co do ilości pielgrzymów sanktuarium Meksyku. Bóg zawstydza to, co wielkie w oczach świata. Maryja w Guadalupe zostawiła swój wizerunek na opończy z włókna kaktusa, a łaskami słynąca figurka w Lagos została wykonana z … mączki kukurydzianej. Nietrwałe materiały są narzędziem łaski już prawie 500 lat! Łask dzieje się tak wiele, że co 4 miesiące zmieniają w Lagos ekspozycję darów ofiarnych. Dziękuję Bogu, że mogłem na koniec przewodniczyć Mszy św. na łonie natury, w „katedrze” stworzenia pośród ciepłych wód termalnych w Ixmiquilpan.Wiele można by pisać. Ten naród swoją wiarą mnie zachwycił. Siostro, Bracie, jak będziesz miał możliwość, naprawdę warto jechać do Meksyku! Wróciłem duchowo umocniony i za to wszystko niech będą dzięki Bogu, Najświętszej Matce i dobrym ludziom!
Ks. Eugeniusz Kiszka z Rogalinka







